IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Singapur- pamiętnik

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Singapur

avatar

Liczba postów : 14
Dołączył/a : 10/08/2015

PisanieTemat: Singapur- pamiętnik   12/8/2015, 22:14

*wiesza na górze dopisek "UNDER CONSTRUCTION*
Bo to tak na dobry początek. I bardzo do uzgodnienia

Wielka Brytania- była kiedyś brytyjską kolonią i zgodnie z logiką niektórych powinna go za to nienawidzić, ale nigdy nie potrafiła. Do teraz go lubi i traktuje jako jedną z osób, do których można zwrócić się o pomoc.
Malezja- w przeszłości łączyły ich relacje dosyć długie, ale i dość pokrętne i dość trudne. Okej, niby nie dogadują się bardzo źle zawsze jest to lepsza relacja niż ta między Koreami, ale Singapurka zapewne będzie się czepiać Malezji.
Chiny- nie lubiła, gdy miał w jej kraju zbyt wielkie wpływy, ale Chiny był przecież jej ukochanym ojczulkiem, któremu nigdy na poważnie nie powiedziała, żeby się odwalił. Kolejny, do którego pójdzie z każdą sprawą.
Japonia- kiedyś ją okupował, ale to było tak dawno, że puściła w niepamięć jeszcze bardziej niż na początku XXI wieku i nic do niego nie ma.
Indonezja- podobnie jak w przypadku Malezji- trochę się spierali, ale teraz ani ją to ziębi, ani grzeje.
Korea Południowa- pamięta, że to był dobry skośny. Polubiłaby go
Korea Północna- o dziwo, jego też lubiła, choć czasem, delikatnie mówiąc, nie zgadzała się z jego polityką. Niewykluczone, że nawet teraz potrafiłaby się w jego towarzystwie zdobyć nawet na jakiś niesmaczny żart godny Kart Przeciwko Ludzkości. Możliwe też, że nawiąże z nim jakąś współpracę, która wyjątkowo nie będzie inwestowaniem (jak w starych dobrych czasach).
Indie- dużo kiedyś rozmawiali o życiu i innych takich, również współpracowali. Fajny gość.
Stany Zjednoczone- kiedyś uważała, że dobre stosunki z USA stanowią ważną przeciwwagę dla chińskich wpływów i dlatego bardziej skupiała się na nich, ale teraz wpływy, nomen omen, nie mają na nic wpływu. Polityka poszła więc na bok, została sympatia do Alfreda.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Singapur

avatar

Liczba postów : 14
Dołączył/a : 10/08/2015

PisanieTemat: Re: Singapur- pamiętnik   24/8/2015, 19:50

Jak głosiło pewne hasło powszechne na początku XXI wieku, jest ch..., ale stabilnie. Powinnam sobie to chyba wykaligrafować na okładce tego pamiętnika, bo chyba mało co tak idealnie opisuje to, co się teraz dzieje. JAKOŚ żyjemy. Znaczy, przynajmniej ta garstka (praktycznie bez Azjatów), którą widziałam. W porównaniu z poprzednim światem jest okropnie- człowiek nawet sobie na zakupy nie pójdzie, bo nie ma za co i nie ma gdzie. I co to jest, ja się pytam?! Nawet w jedzeniu trzeba się babrać (martwy potwór, który się napatoczył, jak aura osłabła, fuj).
Tyle dobrego, że znalazłam karty. Można wreszcie grać, yay. Rozmawiałam nawet z Timo, jak by można kogoś nimi zabić, ale za dużo by było z tym zachodu. Chyba, żeby im jakoś dorobić metalowe krawędzie, hm...
Doszło nawet do tego, że musiałam warzywa zbierać jak jakiś Malezyjczyk. Tu powinny być normalne sklepy, a nie. I kasyno. I okulary od Gucciego dla wszystkich. Aż dziw, że Timo, który też wtedy zbierał, nie narzekał. Ale mało kto narzeka ogólnie. Tak, jakby to było właściwie nic takiego... nie czaję tego. Jak forsę kocham, nie czaję.
Jeszcze bym się zamknęła i jakoś próbowała tu funkcjonować, ale są rzeczy, których nawet ja nie przepuszczę. Bo woda padła, jak żeśmy z Timo warzywa myli. Ot, leciała i przestała. To ostateczny dowód na to, że nie powinnam zbierać warzyw! W piwnicy nic, tylko jakaś dziwna baba i halucynacje (a może i ta baba była halucynacją?), za to w mieście... Powiem tak: straszne, opuszczone miasto. Ciekawe, czy tak wyglądało moje, gdy niszczało. Okropieństwo. Jeszcze niby znaleźliśmy młot, żeby się dokopać do rur, ale w gruncie rzeczy nie musieliśmy, bo ledwie wyszliśmy z ratusza z paroma frajerami od czarnej roboty, to ziemia się zapadła. Chyba do teraz jest tam dziura na parę metrów. Na cholerne parę metrów! Ledwie żeśmy wyszli, musieli nas wyciągać. A sprawcą zamieszania był jakiś dziwny jeżopodobny zwierz z metalowymi kolcami, co wpieprzał rury jak gdyby nigdy nic. Wszystko w sumie wpieprzał poza akwarium. Nóż, wiadro...no, wszystko. Cud, że szkła nie zżarło. Pewnie by został w mieście, ale ten rudy- jak mu tam?- Einar sobie wymyślił, że będzie miał zwierzątko. No i dźwigałam z nim tego przeklętego zwierza w akwarium aż do rezydencji. Cud, że w połowie drogi nie rzuciłam tego w cholerę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Singapur

avatar

Liczba postów : 14
Dołączył/a : 10/08/2015

PisanieTemat: Re: Singapur- pamiętnik   31/8/2015, 21:13

Jak nic się takiego nie działo, to nic się takiego nie działo. Nawet tego przeklętego jeża bym przeżyła, bo odkąd go przynieśliśmy, to tylko kwitnie w akwarium i je resztki. Gorzej, jak komuś zachce się odwalać skrzypka na dachu. Nad ranem. Irce się zachciało i oberwała pomidorem. Mały, ale zdołał sprawić, że spadła z dachu. Co gorsza, trzeba ją było łapać- a jako frajerzy, którzy się tym zajmowali ja i Timo, bo byliśmy blisko okna, przy którym dyndała. Nosz. Już wtedy przeczuwałam, że to się źle skończy, ale nie że wszyscy z tego okna zlecimy! Chyba powinnam przypakować, bo miałam trzymać Timo, jak ją wciągał, a nie trzymałam. Znaczy, trzymałam, ale na nic się to nie zdało, bo sru! i już sterta połamańców leżała pod rezydencją. Nos sobie złamałam przez to i cały dzień jakoś nie mogłam normalnie chodzić. I myśleć normalnie. Naprawdę nie powinnam narzekać, bo Timo i Irka ucierpieli o wiele bardziej (nawet podnieść się nie mogli), ale to tak cholernie bolało...
A, i niech szlag trafi tego rudego, Einara. Wydawał się dziwny, ale nawet w porządku, dopóki nie zachciało mu się cisnąć po mnie i takiej jednej, co Myghalowi pomagała nas opatrywać (kto to, do cholery, jest?). A za co? Za to, że nawet nie chciałam próbować nieść rannego, bo źle by się to skończyło! Zgrywa cholera ważniaka i myśli, że może wszystkimi pomiatać jak leci. Ugh. Trzeba na takich uważać.
Póki co wszyscy, którzy wracają z wypraw, wracają tak pomasakrowani, że praktycznie ledwie żywi. Czyli faktycznie tu najbezpieczniej... I to najbardziej pozytywne, co mogę powiedzieć. W życiu nikogo nie widziałam w takim stanie, a teraz w krótkim czasie już paru. Do teraz nie mogę się po tym ogarnąć. Strach pomyśleć, co by tu mogło się dziać, gdyby tego kryształu nie było...
I pół nocy (oraz kawałek dnia) z kopiowaniem planów kanalizacji, żeby mogli odbudować rury. Namęczyłam się cholernie nad tym, ale przynajmniej w końcu wyszło jak trza. Mogłabym w sumie się tym zajmować, skoro to jedno tu mi naprawdę dobrze wychodzi.
A, no i w zamian za te plany nauczę się strzelać, jak tylko broń się znajdzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Singapur- pamiętnik   

Powrót do góry Go down
 
Singapur- pamiętnik
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Pangea :: Dla użytkowników :: Rejestr mieszkańców :: Pamiętnik-
Skocz do: