IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Argentyna.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Argentyna

avatar

Sojusze : Pomaga każdemu, kto tej pomocy potrzebuje.
Stan cywilny : Po ostatnich wydarzeniach status wypada zmienić na - to skomplikowane.
Liczba postów : 69
Dołączył/a : 15/06/2015
Age : 501

PisanieTemat: Argentyna.   3/8/2015, 19:38



Nazwa Państwa:

Argentyna/Republika Argentyny.

Imię i Nazwisko:

Miguel Hernandez.



Wygląd:

Ostatnie siedem lat zmieniło go bardziej, niż poprzednie czterysta.
To wysoki, dobrze zbudowany blondyn, który swoją przystojność zostawił owiniętą w resztki biało-niebieskiej flagi, gdzieś na ziemiach zdegradowanej, prawdopodobnie, Ameryki Południowej. Ostre, suche rysy twarzy podkreślają dziś wyraźne kości policzkowe oraz wydatny podbródek.  Pomimo tragedii minionych wydarzeń, bursztynowe oczy wciąż znamionują wrodzony optymizm. Acz czasami odnosi się wrażenie, że z niemałym trudem. Toporna żuchwa coraz częściej zakrywana jest przez kilkudniowy zarost, którego Argentyńczyk nie ma czasu regularnie zgalać podczas samotniczych wypraw. Miguel jest przyprószony tą ciepłą opalenizną, jaką osoby o naturalnie jasnej karnacji osiągają po kilku latach spędzonych w asyście zwrotnikowego słońca.
Słomiane włosy, dziedzictwo genetyczne byłej imigracji, ścina krótko z tyłu głowy, dłuższe pasma zostawiając natomiast tuż przy twarzy. Lecz ta wygodna, asymetryczna fryzura nierzadko zostaje zaniedbana przez zwykły brak czasu. Do tego stopnia, że właściciel jest zmuszony zaczesywać odrosty w niedbałą kitę.
Zawsze był postawny, a potrzeba ciągłej walki i podejmowania wysiłku fizycznego znacznie poprawiła  jego tężyznę. Linia mięśni ramion przyjemnie odznacza się pod materiałem lnianej koszuli, nakreślając szerokie, twarde barki oraz urobioną klatkę piersiową. Wygląda i jest osobą polegającą głównie na swojej sile, nie zwinności czy szybkości. Ostatnie lata uporządkowały także głos – z krzykliwego i donośnego stał się miłym dla ucha, miękkim, lekko mrukliwym tenorem.
Przestał przywiązywać jakąkolwiek wagę do swojego ubioru. Wielokrotnie przekonał się, że wygoda jest jednym z wyznaczników przeżycia w wyścigu o byt. Teraz walory estetyczne stanowią ewentualny niepotrzebny dodatek do surowego, czystego funkcjonalizmu.
Opasła bombacha z ciemnego materiału daje pełną swobodę ruchów. Jej nogawki wpięte są w długie, skórzane, mocne buty z wywiniętą końcówką. Podtrzymujący całość, gruby, brązowy pas, napikowany został różnego rodzaju podszyciami, klamrami i dodatkami, co stanowi nie tylko swoistą ochronę, ale również daje możliwość podpięcia najrozmaitszych narzędzi.  Miguel bardzo często okala go kolorowym, niegdyś charakterystycznym dla gauchów materiałem.
Czasami zakłada koszulę, choć ostatnio robi to coraz rzadziej. Jest to lniana, wyjątkowo luźna płachta, którą należy przewiązać pod obojczykiem. Na chłodniejsze noce albo podczas wypraw przyodziewa grube, ciepłe poncho, krojem bardzo podobne do tych z dawnych regionów Tierra del Fuego. Klimat południowej Patagonii nigdy nie należał do przyjaznych, dlatego mieszkańcy tej części kontynentu obszywali poncha długim kołnierzem. Gładko owijał szyję, chroniąc ją przed zimnym wiatrem, a dotkane troki pozwalały na swobodne regulowanie ciasnoty materiału. Argentyńczyk ma do swojego modelu dodany bardzo potrzebny na słoty kaptur. Posiada również czarne, krótkie rękawiczki bez palców. Zapobiega to ewentualnym otarciom wewnętrznych stron dłoni podczas używania glewii.
Bezpieczną strefę miasta opuszcza jedynie w skórzanych rękawach. Na nagi tors przypina nakładki z twardego, wyprofilowanego tworzywa, który obejmuje całe ramiona, od nadgarstków poczynając, przez barki i klatkę piersiową aż do pasa. Swobodny ruch umożliwiają mu specjalne przeguby, doszyte w strategicznych miejscach. Z pewnością jest to słabsza ochrona od klasycznej zbroi, jednak lżejsza i pozwalająca na pełną motorykę.
Jego towarzyszką jest glewia, broń drzewcowa, która w długości mierzy całe dwa metry. Jedną trzecią wymiaru stanowi szeroki, stalowy, zaostrzony z jednej strony, żeleziec. Rękojeść natomiast jest nieco wyprofilowana, tak, by dać maksymalny komfort w manewrowaniu całością. Na terenie miasta owija zakończenie kolorową płachtą.

Charakter:

Piekło zawsze otwarte.
Wpuszczą i o północy.

Tragedia ostatnich lat utwierdziła Miguela w przekonaniu, że miał, na swój sposób, bardzo silny charakter. Po tym, jak los odebrał mu ukochane państwo, obywateli, rodzinny dom, nierzadko też wystawiając na próbę jego własne życie, wciąż udaje mu się uśmiechać.
Jest zwyczajnie głupi? Może nieczuły? Brakuje mu sumienia? Posiada zbyt płytkie zaplecze doświadczeń, ażeby w całości zrozumieć i przyjąć do siebie ogrom obecnych wydarzeń?
Suche usta Latynosa nadal potrafią się lekko zwęzić i subtelnie unieść. Gestowi brak jednak pełnej ciepłoty i energii sprzed kilku lat. Dziś pozostała jedynie nikła, dobrotliwa i niewymuszona życzliwość, jako przejaw anemicznie tlącego się płomyczka optymizmu. Wszak charyzmę z Argentyny niezwykle ciężko do cna wyplenić. Zauważalne pozostały w nim okruszki pogody ducha, resztki niegdysiejszego błogostanu, ostatnie akcenty beztroski  oraz wątłe pokłady serdeczności i rozpromienienia.
Zawsze spoglądał na życie przez pryzmat zbyt różowych okularów, co w przeciwieństwie do historii, teraz okazało się niemalże błogosławieństwem. Miał swoje mniej chlubne momenty załamania, łzy w oczach i strach w sercu, ale ostatecznie zawsze mieszały się one w świadomości ze słowami otuchy. To nie pozwoliło się poddawać oraz niejednokrotnie motywowało do działania. Dawało cień nadziei i wiarę w lepsze jutro. Prócz tego, zawsze istniała podżegana przez złość, potrzeba zemsty. Odpłaty wobec nieprzychylnego losu. To wielki sukces, kiedy emocje tak negatywne stają się podwaliną do utworzenia czegoś wyjątkowo dobrego.
Naturalna zaciętość i nieustępliwość wręcz kamiennie stwardniała, przybierając kształt mentalnego pancerza przed przeciwnościami losu. Miguel zrozumiał potrzebę pracy, od której swego czasu tak uparcie stronił. To nakazało mu starać się osiągnąć swoje cele przez największy wysiłek. Wówczas serce Argentyńczyka zabiło w rytmie strzałów broni na froncie wojny o niepodległość. Choć utracił państwo, za które walczył i przelewał krew, a praktycznie wszyscy obywatele zginęli pod gruzami walących się budowli, on nadal wierzył w samego siebie. Potrzeba życia i egzystowania okazała się wpisanym w jego świadomość elementem, pozostałym jeszcze po okrutnych czasach kolonializmu. Nie było mu łatwo oswoić się z rzeczywistością. Diabelnie ludzko panikował, docierało doń to paskudne i rozdzierające poczucie wszechobecnej beznadziei. Mało spał, a koszmary nie pozwalały mu odetchnąć, kiedy zmęczenie dobrotliwie zamknęło mu oczy. Czuł się źle, podupadał na zdrowiu, przy tym emocje brutalnie targały jego wrażliwą, mentalną sferą. Cierpiał. Prawdopodobnie, jak wszyscy, którym los darował to wątłe, marne życie. Jednakże przy tym pragnął je utrzymać za wszelką cenę. Połowę swojej krótkiej egzystencji spędził pod hiszpańskim butem i wiele musiał przejść, nim wystawiono deklarację niepodległości. Dziś słonecznej Argentyny już nie było. Po La Boca pozostało jedynie kilka, kolorowych desek, nad Mendozą długo unosił się zapach zdewastowanych winorośli, a srebro La Platy pozostało zamglone tylko we wspomnieniach.  Niczego nie potrafił ocalić. Nie miał wystarczająco dużo siły, ażeby jakkolwiek walczyć z magią. Uratował tylko siebie. I od tamtego dnia, z ambicjami byłej kolonii, postanowił bić się z Fortuną o możliwość bytu. Zupełnie, jak kiedyś.
Gdy było już pewne, że jego ukochane państwo zmieniło się w garstkę marnego pyłu, postanowił nad sobą pracować. Chciał stać się silniejszy, sprawniejszy i fizycznie i psychicznie. Uczył się nowego świata i pragnął zrozumieć nowy porządek, przy tym jak najlepiej opanowując elementy walki wręcz oraz z użyciem broni białej. Ostatnie lata były dla Argentyńczyka niczym dłuto dla lipowego drewna – kształtowały jego osobowość i ciało na nowo. Pomimo, że długo mu zajęło uporanie się z żalem przygnębiających myśli, dawał z siebie dosłownie wszystko. Złamał konwenanse własnej osobowości, edukując się w wielu kwestiach czy też pracując.  Wielki, światowy przełom wielokrotnie wystawiał Miguela na próbę, ale również niejednokrotnie motywował.
Latynos postawił sobie cel. Doskonale wiedział, że prawdopodobnie nigdy nie uda się odbudować utraconego dziedzictwa kulturowego, więc nawet nie próbował do tego dążyć. Zapragnął odzyskać swój dom. Bezpieczną przystań, która zniknęła pod gruzami walących się miast. Zechciał stworzyć miejsce, gdzie sukcesywnie mógłby powracać. Zarówno on, jak i najbliższe mu osoby, jakich po katastrofie niezmordowanie poszukiwał.
Tylko sobie był w stanie ufać, dlatego tak bardzo liczył na niezależność. Siła jego własnych dłoni do tej pory pozwalała mu istnieć i ufając, że tak już pozostanie, zaciekle parł do przodu. Po paru latach zaczął przypominać ociosany krzemień. Twardy, ostry, potrafiący przetrwać wieki. Coraz mniej rzeczy go zaskakiwało i analogicznie – zdecydowanie więcej odwagi posiadał.
Aczkolwiek heroizm pozostawił na jego ciele wiele, wyraźnych blizn. Po pazurach, zębach, innych sytuacjach, które były swoistym podpisem pod aktem podjęcia pojedynku. Usmagane zostało zarówno jego ciało, jak i zbrukany doświadczeniami umysł. Uśmiech na twarzy Miguela zdaje się teraz skrywać więcej, niż kiedykolwiek wcześniej. Wspomnienie wielu dramatów kłuje tak samo, jak potrzeba normalnego życia.
Argentyńczyk nadal dostrzega w innych wpierw to, co dobre. Ta cecha pozostała niezmieniona. Wciąż uwielbia towarzystwo i choć ostatnio doświadczał długotrwałych okresów samotności, wciąż nie potrafi się do tego stanu jakkolwiek przyzwyczaić. Nigdy nie był wyobcowany i także katastrofa sprzed siedmiu lat umocniła weń empatię. Wszak tęsknota doskwierała mu z podwójną siłą.
Spojrzenie Miguela stało się wyjątkowo dumne. Mówi się, że oczy są zwierciadłem duszy. Istotnie, bursztynowe tęczówki Latynosa ciągle rozświetlone są przez ostre błyski wewnętrznego żaru. Tego samego, gorliwego ciepła dawnej Argentyny. Romantyzm i siła gauchów nadal zdają się być w nim zadziwiająco żywe. Miguel ma rozgrzane serce, które ciągle potrafi kochać, opiekować się, troszczyć i martwić. Choć w przeciwieństwie do minionych lat, teraz nie okazuje tego dosłownie każdemu.
Nie mniej jednak – pomoże zawsze. Lojalność wobec potrzebujących to swoiste, nieformalne zobowiązanie.
Wydoroślał. Zarówno w wyglądzie, jak i charakterze. Choć w większości kosztem uroku osobistego. Kto wie, może kiedyś jeszcze uda mu się go odzyskać.
Nawet jeśli na siłę dążyć nie będzie.



Dodatkowe Informacje:

# Jego bronią jest glewia, która ma dumne dwa metry, z czego jedną trzecią stanowi ostrze.
# Posiada duży nóż myśliwski.
# Pod prawą łopatką ma wyjątkowo dużą bliznę, co jest swoistą pamiątką po spotkaniu z nowo wytworzoną fauną. Największa do tej pory.
# Przestał regularnie palić.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Argentyna.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Pangea :: Dla użytkowników :: Rejestr mieszkańców-
Skocz do: